Witaj, Czcigodny Przybyszu!

Wygląda na to, że jesteś tu nowy. Jeśli naprawdę jesteś tym zainteresowany, kliknij w te przyciski!

In this Discussion

Powered by Vanilla
M65 (i podobne) w filmach i nie tylko
  • No właśnie, otwartym pozostanie pytanie po co taka przeróbka skoro firmowe rozwiązanie jest dobre. Zapewne nigdy nie poznamy odpowiedzi na to pytanie, możemy tylko snuć przypuszczenia. Istotnie w szeroko rozumianym środowisku filmowców, mam na myśli reżyserów, aktorów, operatorów mki były w latach 70 i 80 dosyć popularne. Co do kosztów jakie trzeba było ponieść w usd żeby stać się posiadaczem mki to ja pamiętam czasy kiedy za parę dżinsów marki Rifle trzeba było zapłacić w Pewexie równowartość miesięcznej pensji.
  • Ktoś się postarał - nawet guziki na naramienniku są zmienione - co jest ciekawe. Pierwsze cywilne wariacje m65 to lata 70te - np te sygnowane przez WPL - z wyglądu identyczne, z użytych materiałów - już niekoniecznie. Ale faktycznie po Panach z warszawskich teatrów to raczej się można spodziewać tylko kontraktów jak zaznaczył celnie @panzer73. Tak na marginesie z jakiego to zdjęcie jest przedstawienia teatralnego? Moim zdaniem to lata 90te - sądząc po Panu Holoubku a i Pan  Glinka w latach 70tych by wyglądał raczej młodziej?
  • Zdjęcie to 98 rok - przedstawienie "Tak daleko, tak blisko" - wg źródeł (http://encyklopediateatru.pl/przedstawienie/9533/tak-daleko-tak-blisko) na innym zdjęciu w kolorze.
    image

  • Jednak to raczej jest kontraktowa kurtka sądząc po szczegółach, choć po "dizajnie" kołnierza widać, że modyfikacja krawca była bardzo dobra i nad wyraz inwazyjna. Tak na marginesie - obecnie niesamowicie trudno znaleźć dobrego krawca aby zamówić replikę kurtki i czy poważną modyfikacje.
  • Kurtka wygląda na dość mocno spraną, kolor oliwkowy jest już mało intensywny, ale być może p.Gustaw miał ją od wielu lat więc to żaden zarzut.
  • To tylko dodaje takiej kurtce klimatu, mieć w kolekcji coś takiego mogłoby być ciekawsze niż dobry sort z NAM-u (oczywiscie moim zdaniem). Ale tutaj robi się już klimat - od znanej i cenionej osoby oh i ach, od nieznanej - sami wiecie. Ciekawe kto ma/miał kurtkę Cybulskiego i o tym nawet nie wiedział. Raczej najbardziej "kultowa" mka w historii (przynajmniej u nas).
  • do DubPablo
    Kurtka jest albo kontraktowa albo cywilna np Alphy ale w tamtych latach były one w zasadzie identyczne. Akurat w tym przypadku nie było ingerencji w kołnierz. Na załączonym zdjęciu kołnierz trochę się pozaginał i może stąd takie twoje przypuszczenie. Na pozostałych zdjęciach z przedstawienia widać, że z kołnierzem wszystko jest ok. Jeśli chodzi o guziki to bardzo możliwe że były jakieś problemy z napami i stąd ta ingerencja, nie widzę innego sensownego wytłumaczenia. Nie sądzę żeby dzisiaj jakikolwiek krawiec był w stanie uszyć replikę. Zresztą koszt byłby większy od kupna oryginału a zatem taka operacja byłaby w zasadzie bez sensu. Opowiem wam koledzy jaki miałem pierwszy kontakt z mką. Otóż bardzo dawno temu bo w roku bodajże 1976 kiedy chodziłem do szkoły średniej mój dobry kolega pojawił się któregoś dnia w kurtce która bardzo mi się spodobała. Zapytałem go skąd ją ma bo i ja chciałbym mieć taką. Okazało się że uszył ją człowiek który profesjonalnie zajmował się szyciem żagli a że kolega uprawiał żeglarstwo stąd ich relacja. Oczywiście kurtka nie była uszyta  z oryginalnego nyco ale z materiału który był bardzo podobny. Później dowiedziałem się że to jest replika amerykańskiej kurtki wojskowej. Ów człowiek miał wielkie wyczucie stylu i wykazał dużą dbałość o detale. I teraz ciekawostka. Żeby osiągnąć tak dobry efekt popruł oryginalną mkę na kawałki i metodą prób i błędów doszedł niemal do perfekcji. Oczywiście zamówiłem u niego kurtkę i nosiłem ją przez kilka lat aż do momentu kiedy ktoś z rodziny przysłał mi z USA używaną ładnie obszytą kontraktową mkę. Porównałem wówczas oryginał z kopią i utwierdziłem się tylko w przekonaniu że autor repliki był świetny w tym co robił. Nie pytajcie mnie skąd w tamtych czasach wziął napy i rzepy. Wcześniej i później widywałem wielokrotnie ludzi w kurtkach lepiej lub gorzej stylizowanych na mkę i zawsze widziałem tę nieporadność i uproszczenia. Po prostu żeby dobrze uszyć mkę trzeba mieć tzw wykroje i odpowiednią maszynę do szycia że o smykałce i wyczuciu nie wspomnę. Takie to były czaszy.
  • Emka wymagała mnóstwa różnego rodzaju operacji fachowego szycia (standard detalicznie opisujący kurtkę i technikę jej wykonania ma 70 stron) więc faktycznie jeśli ktoś się porywał na takie przedsięwzięcie to musiał być świadom wyzwania i trudności.
    Amerykanie mieli bardzo bogate tradycje w zakresie krawiectwa, wiele z firm-kontraktorów to biznesy założone przez imigrantów żydowskiego pochodzenia, którzy byli mistrzami w branży i przekazywali swe umiejętności kolejnym pokoleniom. Przykładowo na Manhattanie oraz w innych dzielnicach Nowego Yorku (zwłaszcza Brooklyn & Queens) jeszcze do lat 60. były dosłownie setki mniejszych i większych firm zajmujących się szyciem odzieży. Myślę, że dla wielu z nich uszycie emki, mimo wysokich oczekiwań wojska, nie było niczym nadzwyczajnym - po prostu robili to na czym się świetnie znali i mieli ogromne zaplecze w postaci wykwalifikowanej kadry i oprzyrządowania. 
    Potem z biegiem lat było już znacznie gorzej bo kraj zniszczył swój dorobek wypychając produkcję do Azji. Wielu utalentowanych krawców zamknęło swe zakłady i nie nastąpił transfer wiedzy młodszym specjalistom.
    Dziś znalezienie dobrego szwacza w USA graniczy z cudem - większość robotników to imigranci latynoskiego pochodzenia lub Afroamerykanie, bez wiedzy przekazanej w rodzinie przez dziadka czy ojca. Wystarczy zobaczyć filmiki z fabryk szyjących dla wojska jak wygląda statystyczny pracownik na linii. To już jest inna generacja. Ale najważniejsze, że sam proces wytwórczy, mimo różnych przeszkód i ograniczeń, rewolucyjnych zmian jakie dokonały się przez ostatnie kilkadziesiąt lat, nadal odbywa się w Ameryce. Mnie bardzo imponuje, że wielu operatorów na linii to osoby z różnymi poważnymi upośledzeniami (ruchowe, zaburzenia wzroku, mentalne, itp.) co nie przeszkadza im w wykonywaniu świetnej roboty.
  • Bardzo ciekawe refleksje i uwagi. Świat się zmienia. Produkcja masowa wyparła niemalże w 100 % rzemiosło. Oczywiście tak się stało bo stać się musiało, to oczywiste. Odzież szyta dla armii USA musiała spełniać bardzo wyśrubowane kryteria a zatem niezbędnym było stworzenie bardzo szczegółowych standardów o których piszesz. Tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu że człowiek który szył te repliki był kimś wyjątkowym zwłaszcza, że w tamtych czasach królowała w Polsce bylejakość i tandeta. Oczywiście kurtka miała chowany kaptur ( ale bez tej gumki bo to już było raczej nie zdobycia). Miała też kliny w mankietach. Sam zachodzę w głowę skąd on się wziął z tym swoim przywiązaniem do detali. Może to to, że szył żagle a zatem miał specjalną maszynę i dostęp do niedostępnych wówczas na rynku tkanin i mocnych nici. Powiem otwarcie gdybym sam tego nie doświadczył a ktoś opowiedział by mi tę historię potraktowałbym ją z przymrużeniem oka. Obecnie mam już którąś z kolei kontraktową mkę og-107 z lat 70tych ale do tamtej wciąż powracam we wspomnieniach. 
  • Witam,

    Bardzo ciekawa historia Pana @Pablik z tą kurtką, niestety w moim przypadku mogę świadomie sięgać tylko do końca lat 80-tych. Większość cywilnych wynalazków mkopodobnych z soc-bloku była faktycznie fatalna w porównaniu z kontraktowymi kurtkami - choć takie chałupnicze produkcje zawsze zasługują na pełen szacunek. Co do samego procesu produkcji to najlepiej mieć dwie maszyny - dwuigłowe igły na kiepskich maszynach ze słabymi silnikami są po prostu kiepskie i gruby materiał nie będzie odpowiednio przeszty (nierównomierne ściegi etc). 

    Jeżeli można się zapytać, czy spotkał się Pan z polskim kamuflażem - produkcji krajowej (podobno było to produkowane na małą skalę na początku lat 80-tych) zainspirowanym kamuflażem SS tzw. wzór 43/44 - z tego co wiem pojawiały się tylko kurtki. Z tego co wiem był to czysto cywilny wynalazek - przepraszam za odbiegnięcie od tematu - lecz mało jest osób, które mogą wymienić się informacjami z tego czasu a interesują się takimi tekstyliami. Mam nadzieję, że nikt z forumowiczów się nie obrazi.

    @panzer73, co do skomplikowania m65, to nie jest dobrze skrojony i uszyty "anzug" - mówimy o odzieży roboczej z wielu elementów. Jako miłośnik tej kurtki muszę jednak tak stwierdzić. Właśnie poprzez ilość użytych elementów jest to czasochłonne ale nie arcy skomplikowane - tam nie ma przecież precyzyjnego szycia - co zresztą małe odstępstwa w rozmiarach lub krzywo przyszyte elementy jak kieszenie (zdarza się to zauważyć) tylko potwierdzają. 

    Pozdrawiam.
  • Historia prawdziwa. Człowiek miał maszyny do szycia żagli i zapewne to pozwoliło mu szyć mki poza tym jak pisałem wcześniej rozebrał kontrakt na czynniki pierwsze i to wszystko w połączeniu ze zdolnościami manualnymi i doświadczeniem dało taki efekt. Przypomniało mi się, że szył też specjalistyczną odzież dla żeglarzy. Cóż, gość miał po prostu dryg. Zgadzam się też z opinią że uszycie mki było czasochłonne z uwagi na liczbę elementów ale jeśli szyjący miał wykroje, specyfikacje, odpowiedni sprzęt to nie musiał być geniuszem krawiectwa. Zaprojektowanie tak genialnej kurtki wymagało wielu konsultacji i dużej wyobraźni. Zresztą m65 to kolejna po m51 modyfikacja m43 z okresu ll wojny. Jako ciekawostkę wspomnę że w latach chyba 90tych jakaś polska państwowa firma przez krótki czas szyła kurtki wzorowane na m65. ponieważ moja mka bardzo podobała się mojemu ojcu kupił sobie taką kurtkę. Oczywiście była tylko podobna do kontraktu i w wielu szczegółach znacząco się różniła ale ojciec był bardzo z niej zadowolony. Jeśli chodzi o ten polski kamuflaż z lat 80tych wzorowany na kamuflażu waffen SS to nigdy nie spotkałem się z nim poza tym że wiem z opowieści ojca że miał taką bluzę sznurowaną w Powstaniu Warszawskim. Sam temat kamuflażu w jednostkach SS V-T i WAFFEN SS jest bardzo ciekawy ale to chyba nie to forum. Załączam linka do strony poświęconej tej tematyce, warto poczytać i pooglądać.
  • Dzień dobry,

    Naprawdę ta historia o tych mkach z płótna żaglowego fantastyczna sprawa, sam się zastanawiam nad rozpruciem jednej aby właśnie mieć wykroje jeden do jeden - zobaczymy, jeżeli się zdecyduję efekt pewnie pokaże na forum - zarówno pojedyńczych elementów jak i uszytej repliki (ale to jest przyszłościowy projekt, nie na chwilę obecną). Dziękuję Panu @Pablik za odpowiedź dotyczącą tego polskiego kamuflażu - jak zaznaczyłem to będzie bardzo trudne to weryfikacji - co to dokładnie było,  choć inspiracja wzorem była w tym przypadku oczywista. Odnośnie do zaznaczonej strony - znane dzieło, szkoda, że autor przeplatał zdjęcia kopii i oryginałów - ale kiedy strona powstała było stosunkowo mało materiałów referencyjnych - pomijając "biblię" Beaver'a i Borsareilo, większość materiałów referencyjnych była krótko mówiąc mało dokładna (dobre artykuły we francuskojęzycznych Militariach z tego co pamiętam - ale dosyć to było trudno dostępne dawniej). Ale faktycznie nie to forum i nie ten wątek aby o tym temacie dyskutować. Jeszcze raz dziękuję.

    Pozdrawiam.
  • Małe sprostowanie. Repliki emek nie były szyte z płótna żaglowego bo nie nadawałyby się do noszenia lecz z materiału przypominającego nyco w kolorze ciemno zielonym.
  • obstawiam przyklejenie guzików bez robienia dziurek , gdyby wycięto napy , powstałyby za duże dziury żeby przyszyć guzik
    na zdjęciu widać że na lewej "klapie" od strony ogladajacego jest nap
  • Nikt normalny nie wycina nap tylko je "rozbraja". Pozostaje wtedy dziurka o średnicy zapałki.
  • Widzę że otworzyłem puszkę z Pandorą. Na zdjęciu widać że w miejscu pierwszego napa od góry jest wycięta dziura na guzik a poniżej jest mała dziurka po napie. Prawdopodobnie, chociaż to dziwne, część nap a może nawet wszystkie wypadły i Pan Holoubek ratował się poprzez przyszycie guzików. Nie możemy też wykluczyć że Pan Holoubek miał awersję do nap i zdecydowanie preferował guziki i śmiało zaingerował w materię.  Dziurki na guziki też widać bardzo wyraźnie a zatem pomysł z przyklejanymi guzikami chociaż zabawny jest raczej chybiony. Swoją drogą to mocno tajemnicza historia i byłoby miło gdyby obrosła legendą. 
  • Tego jeszcze nie :)
    Pomijając, że spora część z tego tam na zdjęciach to nie M65, ale nic to :P
  • Wczoraj widziałem jakiegoś statyste przywdzianego w M65 w filmie "Ognie św. Elma".

  • https://youtu.be/R1usTzERW48 nie wiem czy już było :)
  • Taki motyw, w filmie "Och Karol". M-ka wyglądała na kontraktową, jak się przyjrzałem w paru scenach :)

    image
  • A teraz co innego. Wpadłem sobie ostatnio w 2. odcinku kultowego "Tolka Banana" na taką M51, ciekawostka w scenie ze złodziejami :)

    image
  • pewnie zapierdzielił gdzieś ze strychu :)
  • Już w niej przyjechał ;) Swoją drogą ciekawa sprawa jak na 1973 rok w PRL.
  • @Blatio - faktycznie ciekawie wychwycony szczegół, moim zdaniem to była kurtka Pana Karaszkiewicza - w Rejsie też w niej wystąpił.

    Pozdrawiam
  • W filmie " Przyjęcie na 10 osób plus 3"
    Z. Maklakiewicz też miał M65.
  • Kultowa "Mgła" Johna Carpentera z 1980 roku. Tom Atkins w kurtce M43 :)

    image
    image

  • M 43 w 80 roku toż to była nówka sztuka zapewne albo używka z demobilu.
  • https://youtu.be/Ed8NtjEl_yU
    Po latach zobaczyłem jeszcze raz no i taki klimat
  • Kurtkę M65 nosi także Dustin Hoffman w filmie "Sprawa Kramerów" ('Kramer vs Kramer') :)

    image
  • Zaś Woody Allen widoczny jest w M51 w filmie "Anie Hall":

    image

    image

    image
  • Mistrz Woody nawet prywatnie z tego co widać na zdjęciach lubi raczej M51 [dosyć już umęczoną] i A2. Na USMF był ciekawy wątek o M42 para, którą nosił w filmie Manhattan]. Nigdy nie widziałem zdjęcia tego Pana w M65. W filmach z lat 70-tych lubię zwrócić uwagę na drugi plan, czasem jest bardzo dużo "smaczków" w OG107.